Tradycyjnie już, tydzień przed świętami, pieczemy pierniczki. Żeby poczuć święta. Już. Teraz. Natychmiast. Bo później, gdy święta trwają, jakoś nie ma na to czasu.
W tym roku Martyna zabrała się z zapałem do zagniatania ciasta, ale... to brudna robota... I chociaż pierniczki pieką się tylko 8 minut, nie mogła doczekać się końca. A najlepszą zabawą dla trzylatka okazało się lukrowanie i przyklejanie perełek.
Ciekawa jestem, jak będzie w przyszłym roku :D
Przywołujemy biel. Bo zima przyszła, tylko sypnąć puchem zapomniała. Tym razem rodzinnie, ponieważ pozazdrościłam zdjęć cudnym siostrom, które w zeszłym tygodniu fotografowałam.
Testerem wszelkich nowinek fotograficznych, które pojawiają się w moim studio jest oczywiście Martyna. Gdy się znudzi, zastępują ją czasami starsze dzieciaki, chociaż ich zapał nie jest taki sam. Entuzjazm, z jakim Martyna zakłada kolejną sukieneczkę do zdjęć jest wręcz zaraźliwy. Przeważnie krzyczy: będą super zdjęcia, jestem małą/dużą modelką czy inne teksty usłyszane wcześniej ode mnie, a wypowiadane w wiadomym celu. Ta sesja została okupiona stwierdzeniem - "wyglądam bosko". No i czy tak właśnie nie jest?
Niedawno miałam przyjemność fotografować uroczą Kingę, która modeling ma we krwi. Pogoda była cudowna, jesień otaczała nas wtedy jeszcze feerią ciepłych barw. Zapraszam do oglądania, a Kindze życzę jak najwięcej takich słonecznych dni w życiu.
Miał być letni wpis, ale na wakacyjne fotki przyjdzie jeszcze czas w zimowe wieczory. Teraz rządzi jesień, liście i kolory.
Ps. Motyw patyka będzie przewijał się często na zdjęciach Martyny...
Nie taka ta jesień jak sobie wymarzyłam. Słońce świeci, gdy Martyna w przedszkolu bawi się z nowymi koleżankami. Kiedy idziemy na spacer - złośliwie chowa się za chmury. Może październik przyniesie ciepło i kolory? Na razie w warunkach zastanych testuję, uczę się, podziwiam, zachwycam. Nowe obiektywy - nowe możliwości :D