Koniki - całkiem nie moja bajka. Uwielbiam ale czuję... hmmm... nazwijmy to: respekt. Pierwszy raz byłam tak blisko koni, pierwszy raz widziałam kilkudniowego źrebaka. Ale jak zwykle moją uwagę skupiły na sobie dzieciaki, ich emocje, relacje. To zawsze jest niesamowite i zaskakujące, naturalne i szczere, spontaniczne i przesłodkie.
Ciepło, słonecznie, owocowo. I znów doroślej...
Martyna stała się dziewczynką. I jak na dziewczynkę przystało ma pełną główkę pomysłów. Uwielbiam obserwować jej zabawy, tylko jakoś aparat odkleił mi się od ręki ostatnio. Szkoda. Czasu nie cofnę... A wczoraj znów odleciała. W zabawie i "na prawdziwo". I chociaż nie miałam drobnych, żeby samolot latał, nie zakłóciło to w żaden sposób zabawy. I przestałam dla niej istnieć na chwilę. I mój aparat również. A później była awaria. I naprawiacz naprawił śmigieło. I pilot znów się uśmiechał...
Pogoda dopisuje. Po wielkich mrozach i wichurach wyszło słońce. Wyszłyśmy i my na dwór, do lasu. I było bajkowo.